Przyznam się że czekałem na nową płytę z wypiekami na twarzy
i bałem się że Portishead już nie wrócą. Zwłaszcza gdy Beth Gibbons wydała
swoją solowa płytę Out Of season,
która była w moim mniemaniu swoistym
nekrologiem, epitafium na nagrobku od wieków milczących twórców trip hopu. Nic
bardziej mylnego!! Portishead mają się świetnie co udowadniają albumem
zatytułowanym nonszalancko Third. 10
lat to prawdziwa czasowa przepaść jeżeli chodzi o muzyczny światek, a oni mają to gdzieś. Wracają w bezwstydnie
niezmiennym stylu kontynuując wyprawę rozpoczętą przez Dummy i Portishead. Zęby
„eosu” nie nadgryzły ich poprzednich wydawnictw, i Third też na pewno nie pokąsają. Dlaczego? Gdyż jest to muzyka
trudniejsza niż ta z poprzednich wydawnictw grupy, jednak w miarę słuchania
coraz piękniejsza. Oto kilka słów o każdym utworze, jednak bez odkrywania tajemnic:)
Płytę rozpoczyna motoryczny Silence z pełną niepokoju melodią. Jest jakaś desperacja w tym utworze, pędzącym w nieokreślonym kierunku, i ten ”pokryty gęsią skórką” głos Betty. Zagubienie..strach..
Kolejny jest Hunter śliczny, snujący się, zaczarowany. Niebezpiecznie rozleniwiający rytm współgrający z esencją kobiecości. To jeden z tych najpiękniejszych.
Nylon smile – „nie wiem jak sobie dam radę bez ciebie” śpiewa panna Gibbons załamującym się głosem. Mi to wystarczy
The rip - czy tylko ja słyszę tutaj echa Tangerine dream? Utwór kojarzy się z ciepłymi letnimi dniami i zapachem wiatru.
Plastic to klasyczny Portishead oscylujący wokół drugiej płyty Anglików,
We carry on niszczy transową energią jednostajnego, mocnego uderzenia bębna. Delikatne wokalizy doskonale kontrastują z „dusznym” klimatem
Deep water niespełna półtorej minuty jedynie z dźwiękiem banjo, głosem Beth i męskimi chórkami (jak u Rickyego Nelsona :). Słodkie
Machine gun to pierwszy utwór wybrany na singiel z tej płyty. Pamiętacie Terminatora? To nagranie brzmi jak pocięta wersja szlagieru z „kinowego hitu” Jamesa Camerona. Roi się tu od beatów. Ciekawe, jednak mnie osobiście nieco nuży.
Small jest wielowątkowym dziełem. Nostalgiczna ballada przeradzająca się w siarczysty, organowy brakebeat.
Siła Magic doors tkwi w refrenie
Threads-Niezwykły finał niezwykłej płyty. mroczny, smutny, przytłaczający.
To wrażenia po kilku przesłuchaniach i czuję że to
dopiero wierzchołek góry melancholii. Poczekam na samotne wieczory by
poczuć "Third" głębiej, gdyż właśnie na takie okoliczności ta muzyka powstaje. Warto zanużyć się po uszy w nowym dziele Angielskich magików!
Witajcie w podziemiu zabłąkani przybysze. Znajdziecie tutaj sporo o
muzyce i ogólnie pojętym pięknie zaklętym zarówno w dźwiękach jak i w
każdej innej formie ekspresji duchowej. Jeżeli poszukujecie dalekich od
banału przeżyć muzycznych to zapraszam, a jeżeli szukacie informacji o
idolowych potworkach, lub cukierkowej, popkupowej kulturze papierowych
niziołków to raczej tutaj ich nie znajdziecie:).